wtorek, 25 listopada 2014

#2 Ważenie - # 6 Bilans 25.11.14

Ważenie 25.11.

Waga - 44,7kg :)
Bilans  25.11.

Śniadanie:
-jajecznica (2 jajka -162 kcal, 1 pomidorek koktajlowy - 3 kcal, 1 łyżeczka oleju- 30 kcal, 1 łyżka mleka 2%-5 kcal = 200 kcal)
-1 kromka chlebka graham -66 kcal

II Śniadanie:
-2 paluszki grissini -24 kcal
 maczane w odrobinie nutelli:o - +50kcal około będzie, bo trudno mi dokładnie określić
(coś a'la " nutella go! " tylko ,że te paluszki długie )

Obiad: 
-1/2 gotowej tarty z szynką i boczkiem z biedronki- 569 kcal

Razem:909 kcal

Muszę niestety przyznać, że dzisiejszy bilans nie powala i jestem z niego średnio zadowolona. Na razie mimo wszystko wolałabym się mieścić w 800 kcal. Jednak nie ma tragedii.. Kryzysów brak- to najważniejsze.:)


Na co dzień chciałabym zacząć jeść zdrowo zwracając uwagę na miejsce, które zajmują spożywane przeze mnie produkty w
 "Piramidzie zdrowego żywienia".

Stopniowo postaram się wprowadzać te zasady w życie, ponieważ sądzę, że powinny mi pomóc w utrzymywaniu wagi bez rygorystycznej diety i głodówek na co dzień.:)





A jak Wam idzie w dążeniu do ideału? Trzymajcie się i dajcie znać co u Was :*

poniedziałek, 24 listopada 2014

Nierozłącznie z silną wolą

Witajcie kochane

Tęskniłam.
Nie było mnie przez weekend,bo w piątek wyjechałam. Ale jestem już w domu.
Obawiałam się trochę tego wyjazdu, ponieważ wiedziałam, że będę miała na każdym kroku styczność z jedzeniem.. Chipsy, ciastka, paluszki.. Tyle propozycji..poczęstowań. Jeszcze przed wyjazdem myślałam o tym, że nie dam rady. Byłam już prawie pewna , że zakończy się to jednym wielkim kryzysem; a myśl, że stracę po raz kolejny to co ostatnio udało mi się osiągnąć, wręcz mnie przerażała.

Jednak mam dla Was dobrą wiadomość! Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem z siebie dumna.:') Udało mi się kilkadziesiąt razy najzwyczajniej powiedzieć te proste a zarazem trudne momentami słowa "nie dziękuję".

W piątek z tego co pamiętam mój bilans prezentował się prawie identycznie jak w czwartek.To samo na obiad i śniadanie..I nic szczególnego co zapamiętałam poza tym.

W sobotę na śniadanie zjadłam 1 kawałek zwykłego chleba. Jedna połówka z chudą szynką a drugą z kremem czekoladowym podobnym do nutelli, by w ciągu dnia nie kusiły mnie już te wszystkie słodycze..
Za to na obiad zjadłam miseczkę zupy pomidorowej z makaronem i kawałkiem jakiegoś chudego mięska w środku-więc sądzę, że nie był to najgorszy posiłek, tym bardziej, że nie miałam żadnego wpływu ani wyboru na to co będę miała do zjedzenia. Jedyne co przekąsiłam w ciągu dnia to może kilka chrupek kukurydzianych, pół mandarynki i pół jakiegoś okrągłego ciasteczka. Jednak nie miałam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia,bo cały dzień byłam w ruchu. Zresztą nie mogę też przesadzać..

A w niedzielę na śniadanko 1 jogurt "gratka truskawkowa" i kilka chrupek kukurydzianych. A na obiad miseczka kremu z dyni, (który uwielbiam) oraz kurczak a'la dewolaj jednak wersja bez sera czy grzybków.
Otóż wczorajszy bilans tak jak widzicie mógł wypaść trochę większy.. Lecz co może Was odrobinę zaskoczyć -było to zamierzone.
Od wczoraj zaczęłam stopniowo zwiększać kaloryczność posiłków. Mam zamiar zacząć jeść inaczej-bardziej zdrowo. Chce poprawić swój metabolizm i przy tym wszystkim trzymać wagę w miejscu. Nie czuć ciągłego uczucia głodu.

Dzisiejszy poniedziałkowy bilans przedstawia się następująco:

Śniadanie: kaszka manna bananowa Przepis (wersja z 1/2 mleka na 1/2 wody oraz z bananem lekko rozdrobnionym zamiast na "miazgę" + odrobina zimnego mleka bo wyszła dla mnie zbyt gęsta)-191 kcal

II Śniadanie: mandarynka - 27 kcal

Obiad:1 dewolaj z kurczaka (zostały jeszcze z wczoraj więc wyszedł obiad na 2 dni) - nie wiem ile kcal.. 300-400 może

Przekąski: 2 małe pomidorki koktajlowe - 7 kcal

Razem: ok. 625kcal

Dziś nie chodzę głodna i dobrze się z tym czuję:) Jutro dalej będę szła ku zdrowemu stylowi życia..Powolutku bez pośpiechu. Co o tym wszystkim myślicie? Z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze i opinie! 

Już niebawem znów się odezwę Papa:*

czwartek, 20 listopada 2014

#3 Bilans 19.11.14 - #4 Bilans 20.11.14

19.11.14

Śniadanie: 1/2 szklanki mleka 2% (51kcal)
2 łyżki płatków kukurydzianych (22kcal)
2 łyżki płatków pełnoziarnistych z jogurtem (40kcal)
1 plasterek bagietki (10kcal?)

Obiad: znów ta nieszczęsna pizza z poprzedniego dnia;-; ale malutkooo (dokładnie 116kcal)

Przekąski:około 4 pomidorków koktajlowych (12 kcal )

Razem:251 kcal


20.11.14

Śniadanie:  1/2 szklanki mleka 2% (51kcal)
1/2 szklanki płatków kukurydzianych (60kcal)
1/2 małego banana (40 kcal)
1 łyżeczka lnu mielonego (13kcal)

Śniadanie identyczne jak dwa dni temu..ale dziś długo byłam w szkole..Od 8-15 więc musiałam wybrać coś sprawdzonego, co na jak najdłużej mnie nasyci i przy okazji będzie bardzo smaczne:).

Obiad: miseczka spaghetti z mięsem mielonym (nie wiem ile to mogło być dokładnie..400kcal około -najwyżej będzie zawyżone lekko, bo więcej raczej nie)

Przekąski: ostatnio standardowo pomidorki koktajlowe (20kcal)

Razem:584

Dziś bilans nieco większy lecz sądzę,że mimo wszystko nie najgorszy w podsumowaniu:)
Za to wczoraj według mnie malutki:)). Udaje mi się ładnie trzymać granice w jedzeniu..nie mam napadów..nie sięgam po słodycze ani po słone przekąski. Bardzo dobrze się z  tym czuję.

JUŻ JUTRO WAŻENIE! Z jednej strony nie mogę się doczekać, bo w lustrze widzę, że jest dobrze lecz mimo wszystko jest lekka obawa przed tym, czy liczby, które pokaże waga będą zadowalające..

Trzymajcie kciuki kochani! :> 
Do jutra!

wtorek, 18 listopada 2014

#2 Bilans 18.11.14

Śniadanie: 1/2 szklanki mleka 2% (51kcal) 
 1/2 szklanki płatków kukurydzianych (60kcal)
1/2 małego banana (40kcal)
1 łyżeczka lnu mielonego (13kcal)

Obiad: 2 niewielkie kawałki gotowej pizzy (według opakowania 298kcal)

Przekąski: 5 małych pomidorków koktajlowych żółtych (niecałe 15 kcal)

Razem:477

Sądzę, że bilans do najgorszych nie należy:). Oczywiście wolałabym zamienić tą pizze na coś zdrowszego.. No ale jednak nie decyduje sama o tym co będzie na obiad. Czasem jedynie uda mi się podsunąć rodzicom jakiś pomysł.. A tak to jem po prostu mniej.. I jest to jakiś sposób na radzenie sobie.

Dziś dwie godziny wf dość aktywnie.. Więc cieszy mnie to:) Wczoraj wieczorem jeszcze przed spaniem porobiłam trochę różnych ćwiczeń; przysiadów,brzuszków,trochę gimnastyki i od razu poczułam się lepiej.
Gdy patrzę w lustro, widzę, że z dnia na dzień jest coraz lepiej:) Ustanowiłam, że piątek to będzie taki dzień ważenia . Mam nadzieję, że wytrwam jeszcze dwa następne dni bez większych zawirowań w "diecie".
A tymczasem zbieram się już do łóżka, bo padam z sił.. Mam jeszcze dużo roboty i przepisywania zaległych notatek ale na dziś już chyba to sobie daruję..

Piszcie co u Was,  jak Wam idzie, podawajcie adresy swoich blogów w komentarzach i jeżeli interesuje Was to co piszę to obserwujcie. <3 

Dobranoc kochani !

poniedziałek, 17 listopada 2014

#1 Bilans 17.11.14

Śniadanie: 1/2 szklanki mleka 2% (51kcal)  i 1/2 szklanki płatków kukurydzianych (60kcal)

Obiad:Odrobina purree i kilka żołądków oraz serc z gulaszu (200kcal około)

Przekąski: 1 kostka czekolady Milki Toffee z orzechami laskowymi (46kcal) uh-.- ,kilka chrupków kukurydzianych (20kcal)

Razem: ok. 377kcal

Ogólnie nie jest źle ale mogło by się obyć bez tej czekolady. Gdy jedna osoba mnie dziś poczęstowała nie chciałam po sobie pokazywać, że się odchudzam..Do końca dnia nie mam już zamiaru nic jeść.I nie zjem:).
Jedyne co jeszcze to piję dużo wody i herbaty.Ale tego już nie wliczam w bilans.

Muszę zacząć trochę ćwiczyć..Ale nie mogę się jakoś zebrać do tych ćwiczeń robionych w pokoju i na dywanie..Dziś miałam 2 godziny wf więc też zawsze jakiś ruch. Jutro tak samo. Ale na tym się kończy. Swego czasu myślałam trochę nad siłownią.. Ale przez szkołę nie wiem czy miałabym czas. I byłby to jeszcze dodatkowy wydatek. Zastanawiam się jednak bardziej nad zakupem jakiegoś sprzętu do ćwiczeń w domu. Mianowicie nad orbitrekiem
(widocznym na zdj).Mogłabym poprosić go jako jeden z prezentów na święta. Rodzice zawsze i tak pozwalają mi wybrać co chce a nie wybierają sami. Myślę, że to miło z ich strony.

Ma może któraś z Was w domu? Jakie są Wasze opinie na temat tego sprzętu? A może macie jakiś inny sprzęt sprzyjający chudnięciu godny polecenia? :) Czekam na Wasze komentarze kochani! Będę bardzo wdzięczna. Jeżeli podoba Ci się mój blog to miło by było gdybyście zaczęli obserwować:)) Dobrze wiedzieć dla kogo piszę i czy są tu w ogóle takie osoby.Zostawiajcie również adresy swoich blogów w komentarzach a na pewno wpadnę i zostawię po sobie jakiś ślad;).

Trzymajcie się papa:*

niedziela, 16 listopada 2014

#1 Śniadanie : Kaszka manna bananowa

Śniadanie bardzo szybkie, smaczne a zarazem sycące przy nie za wielkiej ilości kcal.

Składniki:
  • 2 czubate łyżki kaszy mannej (ok. 84kcal)
  • 1/2 banana (ok. 50kcal)
  • 1 szklanka wody -
  • można posypać cynamonem dla lepszego smaku (1 łyżeczka to 10 kcal-jednak sypie się go na moje znacznie mniej)
Przygotowanie:
  1. Zagotować szklankę wody w garnku(można dodać szczypnę soli).
  2. Do gotującej się wody wsypać 2 łyżki kaszy mannej i zamieszać uważając by nie porobiły się "kluski".
  3. Cały czas mieszając, gotować kaszę aż do uzyskania średnio gęstej konsystencji (ok. 5min.)
  4. Pół banana rozdrobnić np.łyżką czy widelcem na miazgę.
  5. Kaszkę przelać do miseczki i wymieszać z rozdrobnionym bananem.
  6. Można posypać wierzch cynamonem do smaku.

Gotowe i smacznego:)!

Porcja takiej kaszki według powyższego przepisu ma niecałe 140kcal. Oczywiście można dodać inne dodatki według uznania ale trzeba się liczyć z tym, że wtedy kaloryczność takiej kaszki wzrośnie.
Przykładowo ja dziś wrzuciłam sobie 1 migdała, orzecha którego po prostu uwielbiam :D, więc wyszło mi zapewne niecałe 150 kcal, licząc, że jeden taki migdał ma 7kcal. Jeżeli nie zwracasz zbytnio uwagi na kcal polecam również zastąpić wodę mlekiem,wtedy kaszka będzie jeszcze lepsza:).

Dajcie znać jakie są Wasze ulubione przepisy na śniadania i co Wy byście proponowali dodać do takiej kaszki. Jeżeli zrobicie to dajcie znać jak Wam smakowała.

Papa kochani!

sobota, 15 listopada 2014

Rozczarowanie i Entuzjazm.

Nowy zdrowy początek

Witajcie kochani!

Po krótkiej przerwie,jestem z powrotem.We wtorek wróciłam do Polski.Niestety chora.. Straszne bóle żołądka i grypa nie dawały mi żyć. Dziś wreszcie czuję, że zaczynam wracać do zdrowia dlatego od razu weszłam na bloga, by się do Was odezwać..

W zeszły piątek nie udało mi się dodać postu z moją wagą przez brak internetu.Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.Ale tak jak obiecałam podam Wam moją wagę.Gdy stanęłam na wadze w piątek (07.11) doznałam niestety dużego rozczarowania..Waga wynosiła wówczas 47,9kg przy moim nie za wielkim wzroście 163cm. Byłam wtedy niezadowolona głównie z powodu, że tydzień przed tym ważeniem (1.11)- waga wynosiła 46kg

Na ten dzień jednak nie mam pojęcia ile mogę ważyć..ile więcej. Długi weekend za granicą zrobił swoje. Odpuściłam sobie zwracanie uwagi na to co jem, ile to ma kcal i jak wpłynie to na moją sylwetkę. Jadłam wszystko na co miałam ochotę. Eh.. I dobrze mi z tym było, do czasu jak wróciłam do domu i popatrzyłam w lustro. Jak zawsze w pierwszej kolejności zauważam wzrost wagi w udach. Z pewnością kilka centymetrów przybyło..
uwielbiam tą piosenkę..taka do przemyśleń i zebrania się w garść momentami

Pewien czas temu miałam cudny okres..Trzymałam przez dłuższy czas wagę 45-46kg i co najważniejsze - zaczynałam jeść normalnie.Bez głodzenia,kryzysów,objadania.. Jednak niestety znów mam problem,bo tak nie jest. Moim celem jest wrócenie do tego stylu życia.
Denerwuje mnie strasznie to, że we większości mam dni co albo praktycznie nic nie jem albo jest zupełnie odwrotnie - obżeram się bez opamiętania. Nienawidzę tego.
Boli mnie to, że jadłam już stonowane i zdrowe posiłki, przy odpowiedniej wadze dla mnie i to po prostu zepsułam. Znów przede mną to wszystko od nowa  . Trudno..Dam radę.Muszę.
Nie ma co więcej się użalać, bo czasu i tak się nie cofnie..Trzeba działać i mam nadzieję, że tym razem wreszcie się nauczę na swoich błędach.

Trzymajcie się cieplutko    oraz kciuki za mnie.

środa, 5 listopada 2014

Czas goni nas..

Hej

Piszę dziś do Was w dobrym nastroju.Wszystko się dość układa.Trzymam dalej kontrolę nad jedzeniem a piątek zbliża się wielkimi krokami.Każdy dzień teraz tak szybko mija..Czuję, że ani się obejrzę a przyjdzie-zima,śnieg oraz Święta.Cieszy mnie to jednak, ponieważ bardzo lubię ten "świąteczny okres". Ale jak na razie jest początek listopada więc jeszcze troszeczkę czasu.

Piosenka na dziś:)

Niedługo wyjeżdżam do Niemiec na kilka dni.Dokładnie w piątek już o godzinie 5 ruszam z domu.W następną środę będę już w domu.Obawiam się, że niestety za granicą mogę nie mieć za dobrego dostępu do internetu,dlatego z góry przepraszam za moją nieobecność.Jednak mogę Wam obiecać że w środę na pewno się odezwę. :) 

W planach mam, by wprowadzić moje dzienne menu,bilanse do postów. Prawdopodobnie zacznę już od następnej środy lub czwartku.Postaram się również umieszczać przybliżoną wartość kaloryczną posiłków.
Dodatkowo od czasu do czasu będę umieszczać sprawdzone przeze mnie przepisy wraz ze zdjęciami i moją opinią.Z góry mówię, że nie będą to żadne "bomby kaloryczne" tylko bardziej dietetyczne i zdrowe różnego rodzaju posiłki, na które każdy z nas będzie mógł sobie pozwolić. ;)
Możecie się także spodziewać "postów tematycznych", które również zagoszczą na moim blogu. Co do tematów chciałabym pisać o tym, o czym chcielibyście przeczytać lub poznać moje zdanie na dany temat.
Dlatego będę Was powiadamiać, gdy będziecie mogli podsunąć mi pomysły w komentarzach.



Po prawej stronie możecie znaleźć moje informacje kontaktowe. Gdy będziecie mieli jakiekolwiek pytania dotyczące mnie czy bloga napiszcie tam gdzie Wam będzie wygodniej.Regularnie wchodzę na GG oraz sprawdzam pocztę, więc o odpowiedź nie musicie się martwić, bo będzie na pewno.
Piszcie również z innymi rzeczami takimi jak jakiś problem,który macie lub po prostu jakbyście mieli potrzebę wygadania się komuś.:)) Zawsze jestem gotowa wysłuchać i pomóc.

Do jutra;)

wtorek, 4 listopada 2014

Dobry dzień nie jest zły

Witajcie ponownie

Z niecierpliwieniem czekam na piątek..
Postanowiłam że będzie to dzień ważenia.
W ten dzień napiszę Wam po raz pierwszy moje wymiary.
Trochę się obawiam, bo nie mam pojęcia czego będę mogła się spodziewać.
Tydzień temu w ten dzień byłam zadowolona z tego co ujrzałam..niestety jednak-weekend zrobił swoje.
Miał być to na początku jeden niewinny dzień - halloween. Pomyślałam, że jeżeli raz na jakiś czas pozwolę sobie na odrobinę przyjemności to nic wielkiego się nie stanie. No właśnie i nic by się nie stało, gdyby to rzeczywiście był tylko ten jeden dzień. Jednak począwszy od piątku wszedł w to również cały weekend.Przez te trzy dni, prawie dosłownie "pochłonęłam wszystko co mi wpadło w ręce". Dopiero w niedzielę wieczorem doszło do mnie co zrobiłam. Żałowałam ale było już niestety za późno, bo czasu się nie cofnie tak samo jak i zjedzonych kalorii.

Postanowiłam że postaram się od poniedziałku to naprawić i w piątek zobaczę na czym stoję.Przez ten tydzień,staram się jak najbardziej ograniczyć jedzenie.Oczywiście bez przesady ale myślę że na dzień będzie odpowiednie około 500-700kcal. Jak na razie idzie mi wszystko zgodnie z planem.Wczoraj jak i dziś  panuję nad sobą i jem tylko tyle ile sobie założyłam. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że nie jest to zdrowo ale zależy mi by jak najszybciej: pozbyć się konsekwencji weekendowego obżarstwa i wrócić do wcześniejszej wagi, z której byłam już jednak dość zadowolona.

O wiele bardziej wolę starać się odżywiać zdrowo i skupiać się na utrzymywaniu wagi w miejscu, niż   ograniczać jedzenie do minimum co często wiąże się z głodzeniem i nie przestrzeganiem jednak tych zasad zdrowego i odpowiedniego żywienia.

Dlatego mam nadzieję, że jak najszybciej dane mi będzie zobaczyć zadowalającą liczbę na wadze i odpowiedni wygląd w lustrze.


Dziękuję za przeczytanie i jeżeli ciekawi Cię moja osoba czy temat na blogu to zapraszam do obserwowania.Jeżeli już tu jesteś to możesz również zostawić po sobie jakiś ślad w komentarzu, adres do swojego bloga(na pewno zajrzę) czy wszelkie pytania do mnie.

Trzymajcie się;)

poniedziałek, 3 listopada 2014

Początki bywają trudne..

Początki bywają trudne ale ten początek ma ułatwić.Ułatwić zarówno Wam jak i mi.

Witajcie

Na początek się przedstawię.Mam na imię Julia.

Bloga postanowiłam założyć z kilku powodów:

-Chce dawać wsparcie osobą, które dążą do swojej idealnej sylwetki i wyglądu a w zamian chciałabym tego samego - wsparcia. 
-Chce również podzielić się z Wami moimi codziennymi wzmaganiami,sukcesami jak i porażkami w odchudzaniu oraz w utrzymywaniu wagi.
-Blog w pewnym stopniu będzie moim pamiętnikiem.

Na ten moment to wszystko.Wkrótce znów się odezwę i z dnia na dzień coraz bardziej będę Wam przybliżać moją osobę.

Dzięki za przeczytanie.Wpadnij jeszcze, to dopiero początek jak i mój pierwszy blog.


Trzymajcie się;)